Oparte na faktach subiektywnych. I omlet z wiśniami

Ostatnio KTOŚ mi powiedział, że moje wstępy są coraz krótsze,  że ograniczam się do jednego, coraz cieńszego akapitu. I ja się z tym wszystkim zgadzam! Ale jaki jest sens męczyć swoje szare komórki, skoro i tak – czy inny Ktoś to w ogóle czyta? ( no dobra, oprócz Tych, co wiem, że czytają 😉 Szkoda mi trochę obnażyć moje starannie wymyślone myśli, tak w pustą przestrzeń wypuścić je na zmarnowanie, w niebyt. A niechże sobie żyją spokojnie w mojej głowie, tym swoim bezpiecznym, metafizycznym istnieniem. Uwolnienie ich – jak widać – bywa ryzykowne. Po przejściu przez klawiaturę, po zanurkowaniu w wirtualną głębię, są zupełnie nie takie same.

Ja nie potrafię rozpisywać się na temat walorów takiej powiedzmy zupy pomidorowej, choćby była ugotowana nawet ze złotych tomates dojrzewających na rajskiej grządce. Ważne, że pachnie, wygląda i jest dobra. Nie będę się spierać czy z ryżem, czy z makaronem. O życiu prywatnym też jakoś nie wypada, bo może Ktoś to jednak czyta?

Więc o czym pisać? O tym, że lubię moje podróże pustym autobusem, do miasta M. dwa razy w tygodniu? Że mam wtedy czas na skupienie i na słuchanie, będąc w nastroju nieprzysiadalnym? Że Chris Martin śpiewa w moim uchu, a ja  budzę się patrząc na jeszcze całkiem łysy, czarno szary las? A on odbija się w spokojnej wodzie, tworząc z tym drugim sobą świat idealny? Bo rano tafla wody jest zwykle spokojna, czasem tylko unosi się nad nią mgła i w myślach znikam sobie.

A może o tej najpiękniejszej na świecie Wariatce, pod tym kawałkiem nieba? Którą spotkałam, kiedy, wrzeszcząc przez megafon, przez miasto M. przejeżdżał cyrk? I wtedy wszyscy uśmiechnęliśmy się do siebie 🙂 Która po sześćdziesiątce chodzi w srebrnej opasce –  diademie wysadzanym białymi cyrkoniami, na srebrnowłosej głowie. I która śmieje się do przechodniów, albo do tego zawiniątka, co trzyma w swojej pstrokatej torbie na kółkach? A potem zapala skręta i rozdaje dziewczynom gałązki Cherry blossom.

O niej mam pisać czy o wczorajszej rozmowie z moim psem? Bo psy rozmawiają oczami i jeśli tylko chcemy, uzyskamy odpowiedź na wszystkie pytania. Wyciągam odkurzacz, a pies gotowy do ataku w stylu kill him!, zanim jeszcze otwieram drzwiczki do szafy. Podskakuje, szczeka głosem młodego Jana Himilsbacha. Ja mu zaczynam tłumaczyć, bo wiem, że to działa. Mówię: Przestań! Bądź grzeczny. Odkurzacz jest miły. Pożyteczny. Nie zrobi ci krzywdy. Czy kiedykolwiek cię ugryzł? Zjadł?

Na to mój pies swoim zatroskanym, przenikliwym i błagalnym wzrokiem odpowiada: Nie, ale próbował!

Mam nadzieję, że KTOŚ zadowoli się tymi paroma akapitami. Albo powie: to ja już wolę tę krótszą wersję …

Zapomniałabym! Dzisiaj omlet. Z wiśniami.

Omlet z wiśniami

Porcja dla 2 osób, lub jednej głodnej:

  • 3 duże jaja
  • czubata łyżka mąki pszennej
  • cukier waniliowy
  • 20 g masła
  • puszka wiśni, najlepiej bez pestek ( około 250 g )
  • łyżka cukru, lub więcej
  • ewentualnie łyżka rumu lub kirschu
  1. Na patelni rozpuść masło, dodaj wiśnie. Posyp je cukrem i smaż kilka minut na średnim ogniu, aż się lekko skarmelizują. Mieszaj od czasu do czasu. Pod koniec możesz wlać łyżkę alkoholu.
  2. Wbij całe jaja do miski i ubij je mikserem, aż potroją swoją objętość. Dodaj cukier waniliowy i mąkę. Całość dokładnie wymieszaj i wyłóż na owoce.
  3. Smaż około 10 minut na wolnym ogniu.
  4. Gotowy omlet przełóż na talerz i posyp wierzch cukrem. Smacznego!

18 thoughts on “Oparte na faktach subiektywnych. I omlet z wiśniami

  1. Noooo! całkiem dobrze Ci idzie:) …ale jesli nie czujesz potrzeby ‚gadania’ do nas to ja to rozumiem, czasem tez ograniczam się do suchych faktów, ale bywa że lubię poopowiadać…:) myslę że to jest fajne w blogowaniu, bo piszemy kiedy mamy ochotę, co nam leży na sercu…nikt nas do niczego nie zmusza…wolna wola, pozdrawiam ciepło:)))

    • Oj, dziękuję! W przypadku omleta stylizacja musi trwać bardzo krótko i sprawnie – oczywiście jeśli się ma zamiar go zjeść na ciepło i ze smakiem 🙂 Pozdrawiam!

  2. Że kto niby nie czyta?!? A że zdjęcia tak piękne robisz, że odciągają uwagę od tekstu, to już tylko Twoja wina! I choć myśli na papier przelane, to nie te same byty, które w głowie zakiełkowały, to nie znaczy mniej atrakcyjne są. Zwłaszcza w Twoim wykonaniu. No. Rzekłam.

  3. Muszę się przyznać że nie lubię jak ktoś walnie 10 akapitów, w połowie szukam już przepisu:) Dlatego rób to co uważasz, to Twój blog, a wszystkich i tak nie zadowolisz.
    Ja tez mam swoich malkontentów: „dlaczego miara jest w gramach, prosze na szklanki!” 🙂
    Pozdrawiam miło!
    Lubię tu wpadać tak za ogół:)

    • Na szczęście nie ma przymusu czytania 🙂
      Ja też „uwielbiam” tych, którzy piszą taki oto np komentarz: „jaki olej” – dosłownie! Tak bez dzień dobry, znaku zapytania, bez niczego. To jak wejść do kogoś do domu w butach ubłoconych po kolana i bez zaproszenia usiąść w salonie 😉 Na szczęście to My decydujemy o wszystkim na naszych blogach. Pozdrawiam, Witaminko!

  4. Dostaję ślinotoku na samą myśl i w trakcie czytania/oglądania postów 🙂 Uwielbiam omlety. A co do treści : zależy co kto lubi i jak chce wyrazić siebie. Ja czasami nie mam ochoty na rozpisywanie się, a czasami jak „ślina poniesie” mogę pisać, pisać i pisać … od razu przyznaję się, że czytam wszystko co jest napisane bo często można w tym znaleźć cenne uwagi, ponadto nie czytać tego co piszesz widząc tak smaczne zdjęcia to wstyd 🙂

    • Cieszę się, że Ci się podobają zdjęcia 🙂 Omlecik był pyszny, dlatego dzisiaj robię sobie następnego – tym razem z truskawkami 🙂
      Co do pisania – ja też nie zawsze czytam i nie wymagam od innych, żeby czytali moje wypociny, chociaż jednak wolę, gdy ktoś ma coś więcej do powiedzenia oprócz przepisu. Poza tym wiem, że nie zawsze ma się wenę :))) Sama odwiedzam tylko kilka blogów, regularnie i poświęcam im większą uwagę. Na więcej niestety nie mam czasu. Do wielu blogów zaglądam bez pozostawiania po sobie śladu i nigdy nie krytykuję – zdjęć czy tekstów, bo szanuję czyjąś pracę i upodobania. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  5. Pisz Kochana,pisz ,tylko dużo i o wszystkim ,a my to wszystko zbierzemy w całość i wydamy książkę-taki żarcik….sorry.Pozdrowionka.

Don't be shy, leave a comment :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s